Scott Walker ‎– Bish Bosch

  • Double LP in clear plastic sleeve with sticker, records in black polylined inners. Contains CD version in clear plastic sleeve. Initial copies contained a 32-page booklet, with lyrics, art and credits.
Producent: 4AD
Kod produktu: CAD3220
Format: 2LP+CD
Data Wydania: 2012.12.03
Kraj: USA
89,00 zł
/ szt.
Już na wstępie Scott wita nas powtarzaną do zmęczenia frazą: „While plucking feathers from the swan song”, która w miarę perfekcyjnie ujmuje kwestię jego twórczości. Ostatnio w wywiadzie z Simonem Hattenstonem dał do zrozumienia, że „Bish Bosch” kończy coś w rodzaju trylogii, czyli jest pierzem wyrywanym z metaforycznego konającego łabędzia. Wystarczy posłuchać „Tilt” i „The Drift” by domyślić się, o jakiej trylogii mówi Scott. Ponoć tęskni już za czymś lżejszym, my może też.

W każdym razie najnowszy album w całej swej rozciągłości jest… niezwykle cichy. Nawałnica nieludzko szybkiej perkusji w „'See You Don't Bump His Head'” mija nam szybko i dochodzimy do pierwszej znaczącej ciszy, na początku „Corps de Blah”. Na takich plamach milczenia opiera się cały album – znajdziemy je wszędzie, w każdym momencie każdej piosenki, przeważnie między poszczególnymi sekcjami. Walker aktualnie nie pisze piosenek, lecz składa sekwencje autonomicznych obrazów, robi kolaże, i wypada z uznaniem przyznać, że od czasu „The Drift” nasz Bard osiągnął w łączeniu takich sekwencji poziom mistrzowski, zbliżający go do poważnych kompozytorów poruszających się w idiomie współczesnej klasyki. „Bish Bosch” kontynuuje więc drogę obraną za czasów „Tilt”, choć też w sposób odmienny – bardziej statyczny, muzyka jest tu anegdotą zawieszoną w czerni zamiast stanem nieustannego zagrożenia. Wokalnie to nadal ten sam potężny baryton wyzuty z wszelkich ozdób. Dla Walkera nie istnieje już pompatyczność, łezka wzruszenia romantycznym tekstem, nie ma bogactwa i przepychu.

W centrum albumu znajdziemy 20-minutową kompozycję, tytułu której zapamiętać nie potrafi nawet sam Scott Walker. W gruncie rzeczy chodzi o brązowego karła Zercona, gasnącą gwiazdę i trefnisia na dworze Atylli w jednej postaci. W towarzystwie wulgaryzmów, niskich żartów i fekalnych odwołań przemierzamy różne epoki świata, by wylądować pod koniec w Ameryce lat 30., następnie na słupie, wreszcie w kosmicznej pustce (bo czas zamienia się w przestrzeń i wysokość zaczynamy traktować dosłownie). Przekombinowanie i farsa w czystej postaci, choć wcale nie przekłada się to na artystyczną porażkę, wręcz przeciwnie. A farsa to odpowiednie słowo, najodpowiedniejsze.

Michał Pudło - screenagers.pl

Opinie użytkowników
Zapytaj o produkt:

Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe.

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane
Zamknij
Jplayer
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel