Macio Moretti / Paul Wirkus ‎– Na Baterie

  • Płyta „na baterie” zawiera materiał nagrany przez duo Macio Moretti/Paul Wirkus w ramach cyklu djazzpora. Ten niecodzienny koncert odbył się w warszawskiej galerii off 27 pażdziernika 2002 roku i byl absolutnie pierwszym spotkaniem obu muzyków w tym niety
Producent: Kilogram Records
Kod produktu: 007
Format: CD
Data Wydania: 2002
Kraj: Poland
35,00 zł
/ szt.
Pomimo pewnego – z braku lepszego terminu użyję formuły – „równouprawnienia wszystkich instrumentów”, solowe płyty perkusistów pojawiają się niezbyt często. Jeszcze rzadziej mamy okazję wysłuchać nagrania stworzonego przez duet muzyków posługujących się wyłącznie standardowymi zestawami perkusyjnymi, ale wydaje się, że polecenie „na baterie” tylko ze względu na niezwykłość tego przedsięwzięcia byłoby niesprawiedliwe. Krzywdzące nie tyle Morettiego i Wirkusa, ale samą muzykę, moim zdaniem, udaną i wartą co najmniej wielokrotnego wysłuchania. Najlepiej podejść do tej płyty bez wcześniejszych oczekiwań, bez zwracania uwagi na instrumenty, na dotychczasowe dokonania obu artystów, bez czytania zapowiedzi wydawcy, reklam sprzedawców, ba nawet bez czytania opinii recenzenta (tych, którzy mnie posłuchają w tym miejscu żegnam, a dla pozostałych mam jeszcze kilka informacji), bowiem dopiero wtedy będzie można ją w pełni docenić.

„na baterie” zawiera sześć nagrań zarejestrowanych podczas koncertu z cyklu djazzpora, który miał miejsce 27 października 2002 w galerii off w Warszawie. Było to pierwsze spotkanie tych muzyków w takiej konfiguracji, zaś muzyka jest rezultatem spontanicznej improwizacji. Być może jest ona nieco ograniczona użytym instrumentarium, ale na pewno nie możliwościami Morettiego i Wirkusa. Zresztą tego można było się spodziewać, wszak dotychczas wielokrotnie prezentowali się oni jako utalentowani, kreatywni artyści nieulegający stylistycznym ograniczeniom. Zdaje się, że zaczynali od rocka (odpowiednio w Starych Singers oraz Karcerze i Spokoju), by następnie, zarówno solo, jak również i w większych składach, bez kompleksów penetrować rozmaite obszary (jak chociażby pseudo-country, fuzja jazzu i hiphopu, elektronika, jazz – a może yass? – w przypadku Morettiego oraz post-rock, elektronika i improwizacja w przypadku Wirkusa), co ważne, wielokrotnie ze znakomitym skutkiem.

Sądzę, że podobnie jest i w tym przypadku. Już od samego początku słychać, że nie mamy do czynienia ze zwykłym bębnieniem, ze ściganiem się, kto szybciej i mocniej odegra swoje, popisując się techniką i siłą, lecz ze wspólnym, mozolnym, uważnym i pozbawionym chęci zaakcentowania swojej roli tworzeniem muzyki. Moretti oraz Wirkus nie ograniczyli perkusji do roli instrumentu rytmicznego, starając się dzięki wykorzystaniu nietypowych technik artykulacji poszerzyć paletę barw tego instrumentu. Nie są to może próby aż tak radykalne jak te, z którymi mamy do czynienia w przypadku niektórych improwizatorów, ale niewątpliwe urozmaicają one brzmienie i fakturę nagrań. Należy jednak podkreślić, że poszukiwania sonorystyczne nie służą urozmaiceniu, lecz przede wszystkim budowaniu poszczególnych utworów. Pomimo faktu, że stanowią one owoc improwizacji, to można je traktować jako pewne zamknięte konstrukcje. Nie zamknięte przez muzyków, ci bowiem dość swobodnie korzystali z wolności jaką niesie improwizacja, lecz wydają się zamknięte (lub przynajmniej prawie kompletne) po wybrzmieniu ostatniego dźwięku.

Zapewne ta płyta nie jest tworem doskonałym, niektórym słuchaczom czegoś może w tych nagraniach brakować, z kolei innych elementów może być zbyt dużo, ale na pewno jest udana i warto jej wielokrotnie (i to w skupieniu) wysłuchać, ponieważ „na baterie” raczej nie uwiedzie słuchacza od razu. Brak tu wyraźnych melodii czy efekciarskich zagrywek, sama muzyka jest dość cicha i nieco niedookreślona przechodząc swobodnie od sonorystyki do lekko drgającego, czy też może pulsującego rytmu. Jednak moim zdaniem, nie jest to wada, lecz zaleta tej – cóż, jednak to napiszę – niecodziennej płyty.

Na podkreślenie zasługują również bardzo dobra realizacja dźwięku (za którą odpowiadają Piotr Czerny – nagranie oraz Joseph Suchy – mastering) oraz, jak to zwykle w przypadku Kilogram Records bywa, znakomita okładka (tym razem projekt Morettiego).

Tadeusz Kosiek - GAZ-ETA (21/2004)

Opinie użytkowników
Zapytaj o produkt:

Jeżeli powyższy opis jest dla Ciebie niewystarczający, prześlij nam swoje pytanie odnośnie tego produktu. Postaramy się odpowiedzieć tak szybko jak tylko będzie to możliwe.

Pola oznaczone gwiazdką są wymagane
Zamknij
Jplayer
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel